|
Bo rzeczywiście jest się czym pochwalić. Ta grupa powstała w czasach, gdy rowery górskie dopiero się w bólach rodziły, a większość teraz to czytających na chleb mówiła beb. Nie wynaleziono jeszcze amortyzatorów, ani SPD (Edek miał pierwsze w Łodzi a i jedne z pierwszych w Polsce). Prawdziwi hardcorowcy zapodawali więc po morenie otaczającej Łódź i po górach w noskach i na sztywnych rowerach. W gruncie rzeczy będzie to więc historia łódzkiego i zarazem polskiego kolarstwa górskiego. A było to tak: ... Pewnego razu .... do byłego kolarza łódzkiego Tramwajarza Edka Diesnera, właściciela warsztatu rowerowego weszli dwaj stali klienci Rafał Kowalski i Artur Bartoszewicz z propozycją wspólnych przejażdżek na rowerach. Edek, który w tym czasie miał już tylko rower miejski i nie ścigał się od paru lat zdecydował się podjąć temat i panowie (nie tacy młodzi zresztą) zaczęli wspólnie bawić się w jazdę na szosie. ![]() W 1988 roku Edek przywiózł z Austrii, w której pracował w zaprzyjaźnionym warsztacie rowerowym pierwszy egzemplarz roweru górskiego. Był to stary Raleigh i trzeba było ujeżdżać go na zmianę, więc do wspólnych przejażdżek na góralach doszło dopiero rok później, gdy Edek przywiózł z Austrii do swojego warsztatu następnych kilka rowerów. Chłopcy doskonalili jazdę próbując się z okolicznymi górkami, a grupa rozrastała się. Wkrótce zaczęli startować w pierwszych zawodach. Dosłownie pierwszych górskich zawodach jakie wtedy organizowano. (Było to zanim jeszcze Albert Iten wygrał swoje pierwsze zawody w zjeździe, jadąc na sztywnym wheelerze.) ![]() W pierwszym wyścigu na Rudziej w 92 r. Edek był 3, a w następnym roku już pierwszy. Zresztą cała ekipa spisywała się świetnie i zawsze obsadzała miejsca w okolicy pudła. Wyznawców nowej zabawy nie było wszak tak wielu. Edek przodujący w sprzęcie miał pierwsze w Łodzi pedały SPD - siedemsetki. Nikt na początku nie wiedział do czego służą Pół roku zajęło zorganizowanie butów do nich. A jak udało się je nareszcie znaleźć to okazało się że są pół numeru za małe i trzeba się męczyć... ![]() Chłopaki startowali zapamiętale na różnych zawodach, w Olsztynie, słynnym Karpacz - Szpindlerowy Młyn, Karpacz - Jakuszyce, wyścig na Śnieżkę. Od początku w nowo zorganizowanym Pucharze Polski. Do grupy dochodziły nowe twarze, ludzie zbroili swoje rowery a sport MTB powoli zmieniał swoje oblicze. Coraz mniej było miejsca na wspólną zabawę i wyłoniła się grupa zawodowców, którzy traktowali ściganie profesjonalnie. Ale do dziś najstarsza cześć grupy (wg stażu) lubi się ścigać. Wiele osób znudzonych wyścigi a zafascynowanych górami zdecydowała się na intensywną turystykę, kilka osób zdecydowało się na zjazd, kilka na BMX. Niewielu chłopaków pamięta tamte czasy, ale po kilku piwach z pewnością da się naciągnąć ich na jakąś interesującą opowieść, która jest autentycznym kawałkiem historii polskiego MTB.
Ale chłopaki mieli wtedy grzywki. Czas leci włosy wypadają a MTB wciąż się kręci! i to na europejskim poziomie dzięki kolesiowi w krawacie. ![]() Wtedy był to prawie downhill. W oczach Dyzia maluje się prawdziwe przerażenie, mięsnie zesztywniały a pompka zawiesiła prace ale będzie z tego puchar. |
|
|